biuro@barf.pl (32) 220 12 58 centrala / fax. (32) 229 57 27

Trzy tygodnie. Trzy tygodnie podczas których zmieniło się moje podejście do żywienia psów, podejście Kasandry do jedzenia i podejście mojej narzeczonej do zaglądania do lodówki, a szczególnie zamrażalnika.
Nie wiem, na co mam zrzucić winę za to, co widzę po tych trzech tygodniach-ale nie potrafię uwierzyć, że karma może faktycznie mieć wpływ na tak wiele czynników psiego życia. To, jak bardzo Kasandra się zmieniła ostatecznie uświadomiły mi relacje moich rodziców po tym, jak musiała zostać u nich na dobę. Ekscytacja w ich głosie podczas opowieści o radosnej zabawie, posłuszeństwie wobec ojca (któremu do tej pory nie bardzo ufała) i maleńkich kupach przekonała mnie, że BARF to nie tylko „jedna z karm”. BARF to cała filozofia, nie tylko styl żywienia-ale i styl kształtowania życia naszego pupila.
Co się zmieniło?Przede wszystkim to, jak Kasandra podchodzi do posiłków. Zapomniałem już prawie jak wyglądało karmienie jeszcze miesiąc temu-usilne próby wymuszenia zainteresowania, dolewanie wody, oleju, tranu, dokładanie kawałka mięsa-żeby tylko zjadła tyle, by zachować swoją wagę. Takie czasy przeszły do historii-teraz miska jest najcenniejszym przedmiotem mojego psa, a chwila karmienia-jednym z najbardziej ekscytujących momentów dnia. Nie zdarza się już niepewne wąchanie pokarmu-gdy tylko usłyszy „smacznego”, w dwóch doskokach znajduje się przy misce i zjada wszystko w pół minuty. Wie również, o jakich porach dostaje jedzenie i przypomina o nim gdy tylko spóźnię się chociaż pół godziny. Chętniej też podchodzi do pobierania smakołyków-ponieważ żołądek po śniadaniu szybko robi się pusty, każda nagroda w postaci jedzenia stała się bardzo cenna.
Suczka przytyła. Brzuch nie jest już zapadnięty, a obróżka zapięta na tą dziurkę co zawsze nie lata już luźno wokół szyi-mieszczą się akurat dwa palce(ciasno), tak jak trzeba. Kiedy to sprawdziłem, uśmiech sam wypełzł mi na twarz – przez półtora roku walczyłem o każdy kilogram, o każdy kęs, o każdy posiłek a teraz – pierwszy raz w życiu-mogę powiedzieć „mój pies przytył”. Daleko jej jeszcze do górnej granicy wagowej-ale teraz przynajmniej nie wygląda jak znaleziona w lesie po tygodniowej głodówce.
Włos jest bardziej bujny, miękki, przybrał charakterystyczny-psi-zapach. Wcześniej wystarczyła kąpiel w jeziorze, aby pies zwyczajnie śmierdział. Teraz taka kąpiel owszem, wzmaga zapach Kasandry-ale jest to zapach psiej sierści i jest przyjemny. Miałem ją wykąpać, bo od ostatniej kąpieli minęło już ponad pół roku.. Ale zwyczajnie nie mam po co!
Skoro już o zapachach mowa-zniknął zapach z pyszczka. Nawet gdy psu się odbije (a zdarza się to rzadko i tylko po zbyt szybko zjedzonym posiłku)-to praktycznie bezwonnie. Oczywiście zaraz po posiłku dyszenie mi w nos jest zabronione, ale wystarczy godzina, aby z psiego pyska nie dolatywał prawie żaden zapach. Nie wspomnę już o odchodach-nie tylko pozostały mikroskopijne, ale również przybrały dawny, zdrowy kolor i..przestały śmierdzieć. Teraz pozbieranie psich niespodzianek z trawnika nie wiąże się z wstrzymywaniem oddechu-jest absolutnie nieuciążliwe.
O energii Kasandry zbyt szeroko wypowiadać się nie będę, bo to przechodzi ludzkie pojęcie. To pewnie również kwestia obniżenia temperatury, może polepszonej kondycji.. Ale suczka ma tyle energii, że nawet podczas szalonych biegów z innymi psami zostaje na czterech łapkach jako jedna z ostatnich (wytrzymalsze od niej są tylko haszczaki i bulle, niektóre teriery). Nabrała prędkości, śmiałości, wesołości i..odwagi. Wcześniej kładła się przed każdym psem, jakiego napotkała w pozycji skrajnie poddańczej-z odsłoniętym brzuchem. Dziś – spotykając psy małe, delikatne albo wcześniej poznane rezygnuje z pokazywania brzucha i wita się na siedząco z podniesioną głową. Co więcej-gdy któryś z samców bywa zbyt napastliwy seksualnie potrafi warknąć-co do tej pory wydawało mi się zwyczajnie niemożliwe (to było pierwsze warknięcie w jej życiu). Kasandra przestaje wreszcie być przestraszonym, nieporadnym zwierzakiem a staje się pełnoprawnym członkiem psiej społeczności. Jestem z niej dumny!
Czeka nas trudny okres-czas drugiej i, mam nadzieję, ostatniej cieczki. To czas dziwnych humorów i przede wszystkim-wybrzydzania w jedzeniu. Jeżeli BARF to przetrwa, to przetrwa chyba wszystko.
Zmieniło się wszystko-jej nastrój, nastawienie do życia, chęć do zabawy, pieszczot i szkolenia, energia, pewność siebie, apetyt, nawet układ trawienny przestał już sprawiać niespodzianki. I chociaż nie mogę powiedzieć, że mam w domu innego psa-mogę spokojnie powiedzieć, że mam w domu psa, który wreszcie czuje, że jest psem.

Autorem tekstu jest Maciej Miłobędzki. 
Kopiowanie bez zgody autora zabronione.