biuro@barf.pl (32) 220 12 58 centrala / fax. (32) 229 57 27

Karma sucha się znalazła, razem z BARFem – kupa wyszła mała, bardzo mała. Chodzimy sobie po parku, spoglądam na młodą raz po raz żeby czasem nie pominąć niespodzianki. Lecz ona wcale nie zamierza się załatwiać-to chyba wszystko, co miała do zrobienia w tej kwestii. Z niedowierzaniem wracam do domu, nadal pilnując suczki i po cichu myśląc jak ograniczyć jej teren żeby nie zapaskudziła łóżka jak zacznie się biegunka. Po maleńkiej kupie nie zakładam, żeby cokolwiek mogło być dobrze, to nie jest normalne.

Drugi posiłek – suczka poderwała się gdy tylko zobaczyła, że dotykam miski. Idzie na doskonałym „równaj” – bark przy szwie spodni, oczy wielkie jak pięciozłotówki wlepione we mnie. Siada przed progiem, obserwuje.
Smród w kuchni naturalnie ten sam, ale teraz jakby mocniejszy. Zamykam drzwi, otwieram mocniej okno. Nie włączam wentylatora żeby nie wywiewać zapaszku za okno tak drastycznie-po podwórku kręci się sąsiad, po co ma policję wzywać.
Dzisiaj jestem już pewien-nic mnie nie skłoni, żebym tego spróbował. Wybacz Kasandra, to nie na mój żołądek.

Zanoszę pokarm do łazienki, suczka idzie przy nodze. Siada na komendę, szybciej niż przeciętnie. Odkładam miskę, młoda czeka-z minimalnie otwartym pyszczkiem, jak wtedy, gdy nabierała powietrza by skomleć z niecierpliwości przed spacerem, Jedno spojrzenie i pysk jest zamknięty-w tym domu się nie wymusza w ten sposób.
Puszczam ją, nie wyrabia na zakręcie i wpada w poślizg tylnymi łapami na panelach. Przednimi chwyciła już próg łazienki, więc jednym susem doskakuje do miski obijając się tyłkiem o framugę. Chyba nawet nie zauważyła, wącha jedzenie. Znów mój błąd-po co patrzę, tylko ją peszę. Zachęcam „Smacznego!” i sunia zabiera się do jedzenia merdając ogonkiem. Wychodzę, idę do kuchni na chwilę i gdy wracam suka oblizuje się już na swoim legowisku. Jakoś nie chce mi się wierzyć w ten spokojny, zrelaksowany wzrok-zaglądam do łazienki. Miska błyszczy, podłoga błyszczy, podkłada błyszczy. Brawo mała!

Popołudniowy spacer-jedna mała kupa. Maleńka, że ledwo mogę ją znaleźć w trawie. Nadal nie ufam, że to koniec.. A jednak. Chodzimy już pół godziny, a suka ani myśli załatwiać się dalej. Brzuch wciągnięty, w żołądku i jelitach najwyraźniej pusto. Zobaczymy..
Wyciągam rower z garażu, Kasandra ożywia się. Zapinamy smycz i jazda. Spuszczam ją, niech poczuje trochę wolności.10 minut, 15, 20.. normalnie już by wysiadała-a teraz nie tylko mnie dogadania, ale spokojnie wyprzedza galopem. Gdy podaję jej wodę mijają nas dwa laby-właścicielka spuszcza je ze smyczy i psy biegają radośnie. Super, gdyby nie fakt, że młoda wyprzedza je bez problemu, a właśnie przebiegła dystans, który wcześniej pokonywała z ledwością i z wywieszonym ozorem. Nie chcąc zapeszać składam to na karb fajnej pogody-nie jest przesadnie gorąco, to i młoda mniej się męczy.

Na koniec spaceru Kas wyraźnie szuka miejsca. Wyciągam woreczek.. Nie, to tylko siku. Naprawdę?

Wieczorem psica już nie ukrywa zniecierpliwienia. Wykonuje komendy jak błyskawica, siedzi napięta i wiem, że wystarczy sygnał, aby wystrzeliła jak rakieta. Poszła. Lepiej weszła w zakręt, ale to chyba nieistotne.
Wieczorem wygląda na to, że wychodzę niepotrzebnie. Sunia trochę chodzi i wraca do mnie, czekając na dalsze instrukcje. Robimy standardowe kółko i wracamy.
Sunia przed snem dla pewności zagląda do miski i zawiedziona ziejącą z niej pustką idzie spać. Ja wkładam kolejną porcję mrożonki-tym razem już cielęcinka. Pachnie.. przyjemnie, świeżo. Zobaczymy rano.

Mięso nadal pachnie przyjemnie, odór żołądków zniknął bezpowrotnie. Wychodzimy na spacer – nie ma kupy. Wygląda na to, że będzie się pojawiać tylko raz dziennie, i to maleńka.. Strawność BARFu mnie przeraża.

Suczka na widok miski podchodzi, ale jest spokojniejsza niż zwykle. Jeszcze przed chwilą szalała podczas komend, teraz jest ostrożna. Wącha i sprawdza, czy ta zmiana coś oznacza. Nie, jedz spokojnie młoda.
Pałaszuje z apetytem, ale szaleństwo na razie zniknęło.

Rower, jezioro, bieganie z psami – młoda ma niespożyte siły. Szybciej zasypia, ale też znacznie więcej się rusza. Kupa ponownie-tylko jedna, bardzo mała (jedna czwarta tego, co było wcześniej). Najwyraźniej tak już będzie, cieszę się z tego powodu bardzo.
Po drodze znaleźliśmy trzy zdechłe gołębie, ludzką kupę, a psich od groma. Powąchała, owszem. Zero zainteresowania, element otoczenia pozostał w stanie nienaruszonym. Młoda nawet na mnie nie spojrzała, żeby sprawdzić, czy może nie widzę-po prostu poszła dalej. Do tej pory działo się tak sporadycznie i to raczej w dni, w których dużo ćwiczyliśmy. Dzisiaj miała sporo luzu, najwyraźniej nie czuła potrzeby zjadania śmieci czy tarzania się w nich. Wracam z piersią dumnie wypiętą.

Wieczorem sunia znacznie energiczniej reaguje na karmę-cała miska znika w ciągu niecałej minuty. To chyba nie najlepiej.. może zacznę jej dzielić posiłek na dwa? Tym razem młoda wraca z piersią dumnie wypiętą.
Ogryza sobie kostkę i po godzinie przychodzi żeby ją pomiziać. Jest wyraźnie weselsza.

 Autorem tekstu jest Maciej Miłobędzki. 
 Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Nie prowadzimy sprzedaży wysyłkowej karmy BARF! Zamknij